jestę superbohaterę?

Znam filmy i komiksy o superbohaterach. Nie powiem, bardzo je lubię. Zawsze coś się dzieje. Taki bohater ratuje świat, jest kimś ważnym, szanowanym. Nie boi się niczego, nikogo, bo może wszystko. Nowe wyzwania, choćby były wyjątkowo trudne, przyjmuje z entuzjazmem.

Jak byłam mała, większość koleżanek chciała być księżniczkami. Siedzieć i pachnieć, chodzić w długich kieckach na bale i mieszkać w pałacu. Nigdy nie czułam podobnej potrzeby. Po pierwsze – to musiałoby być potwornie nudne życie. Można być księżniczką od święta, po godzinach czy w weekendy, ale nie na pełen etat! W dodatku nie rozumiałam, jak można tak jarać się tymi wielkimi, balowymi sukniami (teraz sama trochę się nimi jaram, ale to przyszło z wiekiem). Generalnie – siedzenie na dupie i czekanie aż ktoś wszystko zrobi dookoła mnie, potwornie mnie zniechęcało.

Okiem nieco bardziej entuzjastycznym patrzyłam na bohaterów/bohaterki z supermocami. Na tych, co nie siedzieli bezczynnie, tylko ratowali świat, byli na każde pstryknięcie i pojawiali się znienacka tam, gdzie trzeba było komuś pomóc.

Wiedziałam doskonale, że nigdy nie będę stawać się niewidzialną, nie będę panować nad siłami natury, rzucać ognistymi kulami ani czytać w myślach. Szukałam jednak sposobu na to, żeby móc robić dużo, więcej i ile tylko się da. Żeby pomagać coraz większej ilości osób i angażować się w coraz więcej projektów. Brać na siebie tyle, ile zdołam udźwignąć, a to, czego nie udźwignę, wlec jeszcze za sobą. Podświadomie chciałam udowodnić sobie, że mogę wszystko. Że dosłownie wystarczy chcieć. I że im więcej zrobię, tym więcej będę warta.

W szkole, odkąd pamiętam, byłam wszędzie. Może nie byłam duszą towarzystwa, nie byłam przez wszystkich zapraszana na jakieś wspólne wyjścia, ale w życie szkoły angażowałam się jak mało kto. Jakiś konkurs? Idę. Trzeba załatwić jakąś sprawę? Spoko. Pomóc komuś w nauce? Nie ma sprawy. Zagrać w przedstawieniu? Nie inaczej. Dodatkowe zajęcia? Znajdę czas. Kto chce być skarbnikiem? No ja! KTOŚ CHĘTNY? Zawsze ja.

Tak było przez całą edukację. Nie raz słyszałam od nauczycieli, że za dużo na siebie biorę i żebym trochę odpuściła. Ale jak to? JA miałabym odpuścić?! Nie zniechęcało mnie to. Przeciwnie – nakręcało do działania. I chociaż czasami rzeczywiście miałam problem z pogodzeniem tego wszystkiego, ostatecznie wychodziło na moje.

W sytuacji, w której znalazłam się przed trzema miesiącami i jestem w niej nadal (szczegóły tutaj) miałam i mam duże pole do popisu. Spraw jest 89667439182. Na miejscu jestem ja. Mam nadal dwie nogi i dwie ręce. A doba nie wydłużyła się i nadal ma 24 godziny. Mimo to obiecałam sobie, że ja to wszystko ogarnę. Że w sumie nie potrzebuję niczyjej pomocy, no bo jak to – JA SOBIE NIE PORADZĘ? Nie ma takiej opcji! W rezultacie, owszem, początek wyglądał tak, że radziłam sobie ze wszystkim doskonale. Słyszałam: pomóc ci jakoś może? Nieee, po co! Dam sobie radę. Jak zawsze.

Sprawy zaczęły się namnażać. W domu poprawy nie było. Odpowiedzialność wzrosła. Ale nie, przecież jestem twarda. Zagryzałam zęby, kiedy chciało mi się ryczeć z bezsilności i dalej dwoiłam się i troiłam. Stawiałam sobie poprzeczkę coraz wyżej. Ludzie patrząc na mnie z uznaniem i z wow, jak ty to robisz? na ustach, dawali mi do zrozumienia, że faktycznie dobrze wypełniam swoje obowiązki. Ale z czasem zaczęło to wydawać się zupełnie naturalne. Kiedy w końcu nadszedł czas, że zaczęłam wymiękać i prosić o pomoc, niektórzy patrzyli z niedowierzaniem zmieszanym z oburzeniem. Coś w stulu: Ale jak to tak? Zachowujesz się jak człowiek! Nie do pomyślenia…

Stawiając sobie poprzeczkę coraz wyżej i wyżej, a tym samym nie mówiąc głośno o tym, że jednak walczę sama ze sobą, pokazałam światu, że jestem niezniszczalna. Że mogą mi dorzucać obowiązków ile wlezie, a ja i tak się  nimi uporam. Bzdura. Okazało się, że robiłam nawet więcej niż było trzeba, kosztem swojego zdrowia. To tak, jakbym zamiast zrobić jeden krok do przodu zatoczyła trzysta kółek w miejscu i dopiero potem przesunęła się tam, gdzie trzeba.

Dobrze jest być ambitnym, dobrze od siebie wymagać. Ale jak we wszystkim trzeba znać umiar. Trochę mi zajęło, żebym to w końcu pojęła. Nie mam peleryny i nie jestem superbohaterem. No, może takim lokalnym co najwyżej 😉 Jestem zdolna do poświęcenia dla drugiego człowieka –  to się nie zmieniło. Ale żebym mogła się poświęcać, muszę żyć i nie zwariować.

Poprzeczka nadal postawiona wysoko. Ale w zasięgu wzroku.

No i teraz w końcu pozwalam sobie na bycie księżniczką po godzinach 😉

Polecam, naprawdę – nie bierzcie na siebie więcej niż jesteście w stanie udźwignąć.

Do następnego! ❤

Reklamy

6 myśli na temat “jestę superbohaterę?

  1. Dobrze, że doszłaś do takich wniosków zanim wydarzyła się jakaś tragedia… Z powodu zbyt wielu obowiązków i nastawienia do nich na zasadzie: ‚dam radę, muszę dać, bo czemu nie?’ można nawet zapaść na różne choroby psychosomatyczne, albo się całkowicie wypalić. Moja siostra też jest taką samonapędzającą się maszyną. Teraz się powoli uspokaja i nie raz słyszę od niej, że coś, co kiedyś wydawało jej się tak ważne i atrakcyjne, dziś powoduje jedynie kręcenie głowy z niedowierzania.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zdecydowanie, na dłuższą metę takie nastawienie jest niebezpieczne. Cieszę się, że trochę zwolniłam, czy też „zluzowałam poślady” 😛 Nadal muszę być czujna, bo tendencji do przekraczania swoich możliwości się nie wyzbyłam.
      Życzę powodzenia Siostrze i łączę się z nią w boju! 😀

      Polubienie

      1. Tacy ludzie, jak Wy, są potrzebni. Moja siostra pracuje teraz w szpitalu, skończyła radioterapię. Nie leczyłaby teraz ludzi, jeśli nie miałaby w sobie tyle samozaparcia. Na świecie musi być równowaga. Muszą być takie osoby, jak Ty, czy moja siostra, ale takie jak ja (na przykład) też są potrzebne- z talentem do darowania sobie wszystkiego na drodze. Ktoś w końcu musi tą naszą ludzką rasę przedłużyć, a często osobom nastawionym na, powiedzmy, karierę, nie w głowie zakładanie rodziny. Jestem w pracy, więc mogę pisać chaotycznie, przepraszam!

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s