21

Oto nadszedł ten dzień. Urodziny. Moje w dodatku. Dziś kończę 21 lat – oczko (czy ktoś mi wytłumaczy, o co w tym chodzi?). Kurczę, gówniara ze mnie. Gówniara na pierwszy rzut oka (oczka). Dwadzieścia jeden lat – co to jest? Trzy lata od osiągnięcia pełnoletniości, dwa lata od matury, osiem lat od skończenia podstawówki, dwadzieścia lat od wypowiedzenia pierwszego słowa. No błagam. Na dobrą sprawę kilkanaście lat temu przestałam sikać do nocnika…

Jak się czuję w dniu urodzin?

Tak samo, jak wczoraj. Żadnego super przełomu. Może oprócz tego, że mamy poniedziałek, skończył się długi weekend i nadszedł czas egzaminów. Nie obudziłam się wśród fajerwerków i nie pomyślałam sobie: O Boże, jaka ja stara jestem!… Dziś znowu, jak co dzień, jestem wdzięczna za kolejne 24 godziny, które mogę dobrze wykorzystać (albo źle – bo kto mi zabroni!).

Co się zmieniło?

Odhaczyłam kolejny rok, kolejne 365 dni, podsumowałam trochę ten czas i obczaiłam, co się zadziało. Okazuje się, że nie jest tak źle, nie roztrwoniłam tego czasu. Może nie jestem bajecznie bogata (jeszcze), nie mam męża, nie wyniosłam się z domu i znowu nie schudłam do lata, ale wbrew pozorom, patrząc na siebie sprzed roku, widzę różnicę. Osiągnęłam przez ten czas naprawdę sporo. Przekroczyłam wiele granic, stworzyłam wiele namacalnych rzeczy, poznałam nowych ludzi, stałam się jeszcze bardziej pewna siebie (jednak się dało!), poddałam cały swój światopogląd w wątpliwość, ale ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że to życie, kurde, jednak ma sens. Jest dobrze. Po prostu.

Urodziny to całkiem całkiem wspaniały czas. Patrzę w lustro i zapytuję:

Stara, że ty ciągle ze mną wytrzymujesz… Jak ty to robisz?

Czasami mam siebie dość, czasami mam ochotę wstać i wyjść, ale w gruncie rzeczy bardzo się lubię, bo nie znam drugiej takiej durnej, czasem refleksyjnej do porzygu wariatki, trochę narcystycznej, trochę zbyt wymagającej, ale całkiem empatycznej (sic!), szczerej do bólu i ironicznej, która robi co może, żeby nie popaść w żadną skrajność i nie zamęczyć ludzi dookoła swoim jestestwem. A myślę, że kochanie siebie samego to szalenie ważna rzecz. W końcu jesteśmy na siebie skazani aż do śmierci (a może jeszcze dłużej?).

To jeszcze nie koniec.

W tym miejscu pochwalę się (i może, daj Boże, kogoś zainspiruję) prezentem urodzinowym, który sprawię sama sobie. Otóż wpadłam na pomysł następujący (może, daj Boże, całkiem niegłupi) – napiszę do siebie kilka listów. Będą to listy z perspektywy oczywiście świeżo upieczonej dwudziestojednolatki do mnie 25-letniej, 30-letniej, matki, żony i kochanki (być może nigdy go nie otworzę) itd. Opowiem w nich, co się zadziewa teraz i co mam nadzieję, że zadziewać się będzie wtedy. Napiszę o tym, jakie mam spojrzenie na świat, jakie poglądy, a potem, kiedy już otworzę je za X lat, przeczytam, porównam i odpowiem sama sobie (forever alone <3). Ale ale! Czuję, że to będzie gorąca korespondencja pomiędzy dwiema szalenie inteligentnymi kobietami! 😀

Może przesadzam, ale kiedy mam sobie słodzić, jak nie w dniu urodzin?

No więc tak.

Co Wy o tym sądzicie? Praktykujecie coś takiego? Zamierzacie zacząć? Albo coś innego? 😛

Piszcie, chwalcie się, jakie sprawiacie sobie prezenty 😊

Dziękuję, że czytacie te wszystkie moje mniej lub bardziej bełkotliwe bełkoty – to dla mnie wielki, ogromniasty prezent! ❤

Ściskam!

Reklamy

Jedna myśl na temat “21

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s