szuflada

Szufladkowanie nie jest niczym nadzwyczajnym. Większość z nas to robi. W sumie od najmłodszych lat dzielimy ludzi na grupki, na jednych patrząc przychylnym okiem, a innym analizując każdy, najmniejszy nawet kawałek ich osoby. I dużo mówimy, deklarujemy. I nie zawsze ta mowa pokrywa się z rzeczywistością.

A jakby tak przestać mówić? Przestać się przedstawiać – że jestem stąd i stąd, że wyznaję taką czy inną wiarę, że pochodzę stamtąd i mam takie i takie korzenie itp., a zamiast tego tylko działać? A gdyby tak nie deklarować, że jestem przeciwny temu, popieram coś innego, miłuję bliźnich i z chęcią wsparłbym milion akcji charytatywnych – i po prostu w milczeniu to robić?

Kim byś się okazał bez mowy, bez deklaracji, a jedynie poprzez pryzmat tego, co rzeczywiście robisz, w jaki sposób żyjesz?

Łatwiej jest się zadeklarować, łatwo podpiąć się pod jakąś grupę społeczną, żeby ludzie nas takimi postrzegali. Bo komu się chce obserwować drugiego człowieka? Nie chodzi mi tutaj o uporczywe śledzenie i notowanie cudzych dokonań, ale uważne przyjrzenie się, czy tak ten ktoś jest prawdziwy. Prawdziwy, czyli taki, którego mowa i czyny pokrywają się ze sobą. Dziś, w erze smartfonów i komputerów, nawet nie podnosimy wzroku znad monitora. Przeczytamy w internetach, że ulicami miasta przeszedł jakiś marsz dla życia i już szufladkujemy tych ludzi, którzy w tym uczestniczyli, że są dobrzy i prawdziwie kochają. Kiedy z kolei usłyszymy o jakimś przemarszu politycznym partii, z którą się nie zgadzamy – wszyscy stamtąd lądują w worku ludzi złych i błądzących.

I życie staje się prostsze. Nie muszę myśleć o każdym indywidualnie.

I w drugą stronę – mówię, że kocham pomagać ludziom, że te pieski i kotki są takie słodkie i cudowne, wspieram jakąś organizację i tak w ogóle chodzę trzy razy w tygodniu do kościoła. Ktoś pomyśli: nie no, to jest dobry człowiek! Tymczasem realia są takie, że siedzę w domu, nic nie robię i lajkuję tylko kolejne posty na fejsbuku, sprzeciwiające się przemocy, ustawiam nakładki na zdjęcie profilowe, żeby myśleli, że się angażuję. I mam z bani. Sprzedałem się. Stworzyłem wizerunek dobrego, współczującego człowieka.

Bo dzisiaj coraz częściej chodzi właśnie o to, żeby dobrze się sprzedać. Żeby mieć dobry wizerunek. Mniej ważne, czy realnie zrobię coś dobrego. Grunt, żeby myślano o mnie dobrze. Bo jakbyś nie miał fejsa, instagrama i snapchata i nie chwalił się pomaganiem, to kto by się dowiedział? A może wystarczy, że pomożesz? Bez rozgłosu zrobisz coś dobrego?

Odklejmy łatki od ludzi, powyjmujmy ich z szuflad. Nie dzielmy, ustawmy wszystkich w jednym rzędzie, nie patrząc, kto katol, kto pedał, uchodźca, kto mądry, a kto idiota. Spójrzmy na czyny. I czyńmy dobro.

No. I kropka. 🙂

 

 

PS Gwoli wyjaśnienia – mam nadzieję, że nikogo gdzieś po drodze nie uraziłam. Nie mam nic do przedstawicieli jakichkolwiek mniejszości – ot, taka deklaracja z mojej strony, która (mam nadzieję) pokrywa się z czynami 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s