wiosno, przybywaj!

dnia

Mam dość.

Nie mam na nic siły.

Przez ostatni miesiąc moje życie wygląda ciągle tak samo. Wstaję o świcie, żeby zdążyć na zajęcia, potem do wieczora siedzę na wykładach, patrząc na zegarek, bo przecież jak wrócę do domu, to w końcu będę mogła zrobić coś pożytecznego. Czekam na przystanku na autobus, słuchając trzech, od tygodni ciągle tych samych piosenek, w głowie kołatają mi się ciągle podobne myśli. Wchodzę do domu i siadam. Pogadam z rodzinką, naładuję akumulatory, żeby zebrać się w sobie i jeszcze coś tego dnia przedsięwziąć, aż w końcu idę do swojego pokoju i… siadam. I tak siedzę jak to cielę. I tak sobie czekam, nie wiem na co. Bo nie mam siły. Motywacja gdzieś polazła i chyba zgubiła się po drodze. A ja oczywiście taka mądra – chodzę i mówię wszystkim, żeby wzięli się do roboty, żeby nie stali w miejscu. A sama siedzę.

Nasuwa się pytanie – czy to już obłuda?

Chyba nie. Może po prostu mówiąc to innym, mówię to także do siebie. I trochę szukam sprzymierzeńca. Bo jak się widzi, że inni działają, to samemu też się chce.

Tak sobie myślę, że mam dosyć zimy. Potrzeba mi słońca, potrzeba trochę ciepła i powiewu wiatru, który niekoniecznie będzie zamrażał mi oczy i wszystko od środka – włącznie z chęciami do działania. Kiedy myślę o wiośnie, to mam sto miliardów planów na każdy ciepły i słoneczny dzień. Zrobię to, zrobię tamto, tam pójdę, tu wyskoczę. Tylko dlaczego nie mogę zacząć już teraz? Od początku tego semestru (czyli jakiś miesiąc) noszę na uczelnię jedną, zieloną, podartą teczkę, do której chowam wszystkie notatki z wykładów. Ja nawet do tej teczki jeszcze nie zajrzałam. Jest tam stos nieposegregowanych kartek. I tak noszę je wszystkie w tę i z powrotem.

Przecież to szczyt lenistwa! Jak tak można? Co to za filozofia usiąść, otworzyć teczkę, wyjąć papiery i je poukładać przedmiotami, chowając do segregatora? To pięć minut, nie więcej.

Każdego dnia łudzę się, że zrobię coś konstruktywnego. Każdego weekendu łudzę się ze zdwojoną siłą, bo niby mam więcej wolnego czasu, ale chęci takie same. Ostatecznie może nie powiem, że nie robię NIC, ale bez wątpienia mniej, niż bym mogła zrobić. Czy żałuję, że nic nie robię? Owszem. Ale zdecydowanie bardziej żałuję wszystkich minut, godzin, w których łudziłam się, że się ogarnę. Przecież zamiast wmawiać sobie i przekonywać samą siebie: No weź się w końcu do roboty!, najzwyczajniej w świecie mogłam działać.

Wiosno, przybywaj! 

I przynieś mi motywację, poproszę.

Bo ja teraz żyję nadzieją na ciepło i na słońce. Gdyby nie ta nadzieja, że może już jutro będzie ładniej, to ja bym się schowała pod kołdrą i spała.
Bo lubię spać.
Ale jeszcze bardziej lubię zacząć nowy dzień, napić się kawy i zrobić masę dobrych rzeczy, żeby potem móc zasnąć szczęśliwa, że nie zmarnowałam kolejnej szansy.

Jak dobrze, że przynajmniej nadziei nikt mi nie zabierze.

Czy Wy też czekacie na wiosnę z utęsknieniem?
A może macie jakąś receptę na wyjście z marazmu?
Przyjmę każdą ilość ❤

Piszcie w komentarzach, będę dźwięczna (sic!)

Do następnego!

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Hmm, a do teatru poszłaś? Bo skoro było zobowiązanie – to jak je wypełnisz, to poczujesz pozytywnego kopa, a dodatkowo odpoczniesz 😉 A zresztą misie na zimę zasypiają, może po prostu nie ma nic ciekawego w zimie 😉 i trzeba to grzecznie przetrwać….

    Polubienie

  2. Czasami mam tak samo i w sumie to całkiem normalne. 🙂 Żeby się z tym uporać, polecam przełamać rutynę dnia i zrobić wszystko (jeśli tylko się da) inaczej, na odwrót. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s