uciesz się z porażki

Hurra, przegrałam! Ależ się cieszę, że znowu mi się nie udało!

Często tak myślicie? No właśnie.

Radość ze zwycięstwa, z osiągnięcia celu przychodzi nam łatwo. Nic w tym odkrywczego – po to spełniamy marzenia, po to robimy to, co kochamy, żeby się cieszyć. To bardzo proste i logiczne. Logiczne (z pozoru) jest też to, że kiedy nadchodzi porażka, jesteśmy wściekli, smutni i zrezygnowani. Jednym słowem – słabo. No bo jakim prawem mi się nie udało?! Jakim prawem ktoś pokrzyżował moje plany?! Heloł! I się namęczyłam, i się tak starałam, a tu dupa!

W tym momencie jest kilka opcji, jakie zazwyczaj bierzemy pod uwagę. Przytoczę trzy:

  • Po pierwsze – poddajemy się. Skoro postanowiłam, że osiągnę cel A, a ostatecznie dwa kroki przed szczytem spadłam na sam dół, to po co to wszystko? Nie ma opcji, nie będę próbować nigdy więcej. Koniec i tyle.
  • Po drugie – obwiniamy się. Nie dałem rady? Wszystko jasne – jestem do niczego. Nie nadaję się. Jestem beznadziejny, nic w życiu nie osiągnę. Najlepiej zasnę i się nie obudzę. Albo się powieszę. Życie nie ma sensu.
  • Obwiniamy cały świat, tylko nie siebie. Widzimy miliard powodów dookoła, przez które nam nie wyszło.
    Złe warunki, ktoś mógł mi pomóc, wiatr źle zawiał, drzewo urosło w złym miejscu i dlatego podjęłam złą decyzję. Los mi nie sprzyja.

Powiem tak. Czasami Ci coś nie wyjdzie. Czasami często Ci coś nie wyjdzie. Przyroda lubi równowagę. Nie oznacza to oczywiście, że będziesz mieć w życiu tyle samo porażek i sukcesów. Jedno jest pewne.

PORAŻKI NIE SĄ BEZ SENSU

Ba! Często uczą nas więcej niż sukcesy. Oto kilka rzeczy, jakie możemy zyskać dzięki porażkom.

  • Doświadczenie.
    Jeśli weźmiemy się za coś, a ostatecznie nam to nie wyjdzie – nic straconego. Zyskamy doświadczenie w danej dziedzinie. To trochę jak, dajmy na to, z naleśnikami (wiem, banalne porównanie, ale lubię naleśniki) – kiedy robię naleśniki, to niejednokrotnie zdarza się, że pierwszy mi nie wyjdzie – okaże się, że dodałam za mało mąki, za dużo wody, albo coś tam innego. To nie znaczy, że już mam się poddać i wylać ciasto do zlewu. Dodam więcej mąki i będzie ok. Następne mi wyjdą.

Oczywiście, pewnie lepiej bym wyszła na tym, jeśli nie robiłabym za każdym razem ciasta na oko, tylko trzymała się odpowiednich proporcji, ale dzięki temu, że mi pierwszy naleśnik nie wyjdzie, wiem, że następnym razem muszę dodać więcej mąki.

Kurczę, to jednak głupi przykład i chyba nieadekwatny, ale dobra – rozpisałam się i już mi się nie chce tego usuwać. Wybaczcie. Wierzę, że wiecie, o co mi chodzi 😊

Lećmy dalej.

  • Porażka pomaga nam ustalić, gdzie mamy się nie pchać.
    Owszem, wszystko jest dla ludzi, każdy ma prawo spróbować swoich sił w każdej dziedzinie, ale ostatecznie nie każdy będzie geniuszem we wszystkim (czaję się do jakiegoś osobnego wpisu na ten temat). Generalnie dobrze jest być człowiekiem renesansu. Coś naprawić, coś ugotować, namalować, jeszcze być dobrym w sporcie, umieć wytłumaczyć fizykę kwantową, a do tego mieć obcykaną filozofię, znać siedem języków itd., itd. To jest super. Ale jeśli coś Ci kiedyś nie wyjdzie, może to po prostu znaczy, że nie jesteś do tego stworzony? Super, że spróbowałeś, super, że Cię to zainteresowało. Ale jak coś nie wychodzi raz, drugi i dziesiąty, to szkoda czasu i warto pomyśleć, czy to na pewno droga dla mnie.
  • Jedną z najważniejszych wartości, jakie wynosimy z porażki, jest pokora.
    Każde potknięcie uzmysławia nam, że nie jesteśmy wszechmocni i wszechmogący. W nasze życie wpisane są wzloty i upadki. Trzeba o tym pamiętać, żeby nie popaść w pychę i żeby nie myśleć o sobie w kategorii herosa.

 

Dziękujmy Bogu/losowi/naturze za porażki. Oczywiście, każda ma inną wagę. Jedna będzie naprawdę bolesna i trudna do zaakceptowania, inna mniej. Upadki wiele nas uczą i możemy z nich wyprowadzić więcej dobra i korzyści, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Warto po każdym potknięciu usiąść i się zastanowić – być może nawet, patrząc szerzej, okaże się, że sukces w tym wypadku dałby nam mniej dobra.

Cieszmy się z tego, co mamy. Szkoda czasu na zamartwianie się i myślenie co by było, gdyby…

 

Aż mi się mem przypomniał:

0cd5632c4a6b43c28d15edeeb8c76116.jpg

Do następnego! 😊

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Alex. pisze:

    Nie będziemy odnosić porażek, jeśli cele które sobie wyznaczamy będą realne 🙂 Taką mam dewizę i jak dotychczas się sprawdza. Mierzmy siły na zamiary. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. maria pisze:

      Z ostatnim jak najbardziej się zgadzam! 🙂 Niemniej jednak uważam, że porażek nie da się uniknąć (choćby potknięć w drodze do celu, który ostatecznie uda nam się osiągnąć) – dlatego dobrze jest nauczyć się dostrzegać w nich pozytywy 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s