Życie na pstryk

Pstryk!

I co dalej?

Pstryknę i dostanę to, co chcę. Pstryknę i przeniosę się tam, gdzie chcę. Pstryknę i nauczę się wszystkiego w sekundę. Pstryknę i będę szczęśliwy. Ból przejdzie, nigdy nie zaznam cierpienia. Pstryk i żyję, jak chcę!

No tak. Jakby tak wyglądało życie, pewnie byłoby cudownie! Ale czy na pewno?

Może da się pstryknąć i zmienić swoje życie ot tak? Czy posiadamy taką moc? Może warto spróbować?

Nie mam siły…

Komu zdarzyło się siedzieć bezsilnie po porażce i pstrykać, czekając na jakiś spektakularny cud – ręka do góry!

Pewnie jest nas wielu. Tak – nas, bo oczywiście mnie też to dotyczy. Czasami najzwyczajniej w świecie chciałabym odsunąć od siebie porażki, odpowiedzialność za pewne rzeczy, schować się pod kocykiem i pstrykać.

Zdarza się, że krzyczymy, prosząc o JAKIŚ ZNAK, oczekując, że tak naprawdę wszystko samo się poukłada, albo zrobi to za nas ktoś inny. Na przykład Ktoś, kto przecież może wszystko. Wołamy: Boże, daj mi jakiś znak! Nie mam już siły…, a czasami w tym samym momencie mamy na myśli: Napisz mi chmurkami na niebie, co konkretnie mam zrobić, żeby się udało, żebym był szczęśliwy. Albo wiesz co, zrób to za mnie – przecież możesz wszystko!
Inni powiedzą: Skoro ktoś się upiera, że ten cały Bóg istnieje, ba!, że jest wszechmogący, wszechwiedzący i w ogóle taki WSZECH, no to niech pokaże, co potrafi i wyciągnie mnie z tego bagna, w jakim siedzę!

Znaki

Tak często ich oczekujemy z niecierpliwością, z nadzieją, że ułatwią nam wszystko, że w końcu dowiemy się, co konkretnie zrobić, żeby ułożyć sobie życie i osiągnąć szczęście, unikając przy tym niepowodzeń. Potem rozczarowanie, że żadnego znaku nie było, a w skrajnych przypadkach wielki foch i Boga nie ma.

Dlaczego?

Bo mi nie pomógł, kiedy Go prosiłem.

Z całym szacunkiem, ale takie myślenie jest beznadziejne i –  pokuszę się o stwierdzenie – płytkie.

Bóg daje znaki. Poważnie! Nie jest to napis na niebie, ani głos przemawiający z góry. Bóg przemawia przez innych ludzi, z którymi rozmawiamy, których spotykamy na swojej drodze. Mówi także poprzez nasze niepowodzenia. A może nie tędy droga? Może to, w co się pchaliśmy z uporem maniaka, wcale nie wyszłoby nam na dobre? Bo wbrew pozorom my nie zawsze wiemy, co jest dla nas dobre. Brzmi to dość tragicznie, wiem. Nie usiłuję tutaj powiedzieć, że nigdy tego nie wiemy. To byłoby dość idiotyczne stwierdzenie. Jeżeli chodzi o plany, to oczywiście powinniśmy rozeznawać zawsze, czy aby na pewno ów plan ma szanse na powodzenie, czy poradzę sobie w realizacji, i czy w ogóle posiadam zasoby, które pozwolą mi go zrealizować.

A jeśli nie o plan się tu rozchodzi, ale o zwykłą codzienność i bieżące sprawy – nie dramatyzujmy. Każdemu zdarza się potknąć. Porażki uczą pokory, więc warto czasami upaść. Jeśli byśmy nigdy nie upadli, to czy docenialibyśmy sukcesy i wszelkie dobro, jakie nas spotyka?

No to jak z tym pstrykaniem?

Powiem tak – a pstrykajmy sobie ile wlezie!

No, może nie na ludzi, bo to nieładnie 😉
Ale kto nam zabroni pstrykać, choćby w rytm muzyki? Śmiało! Włącz ulubioną piosenkę/płytę i weź się do roboty! Nie od razu Rzym zbudowano.
Naucz się uważności, dostrzegaj znaki w małych rzeczach i nie poddawaj się w dążeniu do celu.

Do dzieła! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s